No to tak. Mam się tłumaczyć nieobecnością? A po co. Wszyscy wiedzą, że to przez szkołe i takie tam podobne. Pierwsza klasa liceum robi swoje. Lud w klasie całkiem sympatyczny. Szczególnie... taka jedna osoba...
Nauczyciele nie są najgorsi. Szkoła jako szkoła nawet jest fajna. Ale w końcu muszę się za siebie wziąć i zacząć się uczyć. A tu w piątek już na dobry początek wagary były. Ale ostatnie chyba. Miałam cholerne wyrzuty sumienia że dałam się namówić. I to ja...
Chyba jednak ta nowa szkoła tak działa.
Poza tym jakos zlatuje. Po południu idziemy się włóczyć po mieście. Schizy są przeważnie i ze śmiechu bolą mnie mięśnie brzucha. Jest git. Jak narazie.
A no doszłam do pewnego wniosku. W poniedziałek to było. Nie rozumiem facetów. W ogóle. Ciekawe czy kiedyś zrozumiem. Być może. Się zobaczy.
A teraz idę czytać "Króla Edypa". Życzcie powodzenia. :*
"Już czwarta rano. Jak ten czas dziwnie leci. Jeszcze się ziemia trochę przekręci i znowu zaświeci słońce...
(...)
Chyba już pójdę, ale mi się nie chce. Burdel w mej głowie jak w damskiej torebce..."